Po niedługiej przerwie znowu powracamy ze spacerem rowerowym, ale teraz już w pełnym składzie. Tata Skrzelak łyknął bakcyla rowerowego, na co reszta rodziny tylko czekała. Postanowiliśmy przetestować Młodego Skrzelaka jak sobie da radę na dłuższym wypadzie niż dotychczasowe okolice domu. Trasa znowu została wytyczona Radunią, ale tym razem już w innej części, znacznie krótszej, tak aby cała rodzina spokojnie dała sobie radę. Ponad pół trasy minęło nam przy rzece Raduni, później mieliśmy nawet taki punkt gdzie spotykały się ze sobą trzy rzeki. Po Raduni jechaliśmy nad Motławą, aż do momentu gdzie dojechaliśmy do bardzo ciekawego pod względem widoku z naszego latającego aparatu Kanału Wielkiego. Tam zrobiliśmy sobie przerwę na piknik i oczywiście na zrobienie kilku zdjęć. Podróż powrotna to już prosta droga do domu. Wypad był udany, a Młody Skrzelak świetnie sobie dał radę, zresztą ten najmłodszy również.



