Dzisiejszy spacer przerósł nasze oczekiwania. W końcu udaliśmy się w miejsce o którym Tata Skrzelak marzył, żeby odwiedzić przez całe życie. No może przez pół, bo od lat młodości, kiedy zaczął sam jeździć komunikacją miejską. Na miejscu ukazał nam się przepiękny widok: zielone pagórki strzegące wejścia do najstarszej części miasta i wijąca się rzeka wpadająca w samo serce Gdańska. Mogliśmy zobaczyć dobrze nam znane budynki, widziane przecież już tyle razy, ale tym razem z zupełnie innej perspektywy, coś niesamowitego i bynajmniej nie chodzi tu o nasz latający aparat. Wystarczy się wspiąć na górkę i można podziwiać widoki gołym okiem. Pogoda dopisała, zielono dookoła, spokój sobotniego przedpołudnia, a później jeszcze sprawdziliśmy jak wygląda część miasta, która kiedyś była zaniedbana, a teraz przeżywa swoją drugą młodość. Nie obyło się nawet bez odwiedzenia pewnej wystawy w pobliskim centrum sztuki współczesnej. Wszystko to trwało prawie dwie godziny po czym zmęczeni i głodni, ale z uśmiechami na twarzy wróciliśmy do domu.



