W oczekiwaniu na wiosnę, pobudzeni dobrą kawą, pojechaliśmy z rodziną nad jezioro. Mamy takie specjalne miejsce gdzie jeździmy od lat. Tata Skrzelak nauczył się tam nawet pływać. Dzisiaj okazało się, że inni uczą się tam jeździć na nartach… oczywiście biegowych. Kilometr drogi przez las jaki mieliśmy do pokonania okazał się nie lada ścieżką zdrowia. Po drodze wózek najmłodszego Skrzelaka zdał test bojowy pokonując konary i zaspy śnieżne, odbyła się bitwa na śnieżki, trzy kłótnie o to kto zjeżdża na sankach a pies nie pozostawał w tyle i szalał tak jakby pił kawę razem z nami. Na miejscu doszliśmy do wniosku, że zamarznięte jezioro ma tyle samo uroku co latem. P.S. Spotkaliśmy niedźwiedzia. Widzicie go na którymś ze zdjęć?


