Dzikie tłumy, a tam gdzie tłumy to my… nie lubimy być. Jednak czasem trzeba zrobić wyjątek, aby potwierdzić regułę. W taki upał wybraliśmy leżenie spośród innych aktywności i po krótkiej przejażdżce samochodem znalezliśmy się na kąpielisku nad jeziorem. Był kocyk przy kocyku, zapiekanki i gofry. Były nawet pływające samochody, jednorożce i flamingi. Klimat prawdziwie wczasowy choć nie do końca wypoczynkowy. Dla nas jednak liczyła się kąpiel w jeziorze i miłe towarzystwo. Plaża choć gwarna okazała się przyjazna, a kawa z termosu zawsze lepiej smakuje w plenerze. Kiedy dziecięce zęby zaczęły szczękać o siebie z powodu zbyt długiego pobytu w wodzie, zebraliśmy się do domu. A po pływaniu upał przestał doskwierać.


