Pamiętacie tę książkę? Byliśmy dziś w takim miejscu. Znowu mamy wpis sentymentalny. Tym razem Tata Skrzelak wspomina czasy, kiedy mając 7-8 lat biegał po ulicach tej dzielnicy i bawił się dokładnie na takim podwórku jakie było opisane w tej książce. Czasy się jednak zmieniły i dzieci już chyba nie wspinają się na drzewa, chociaż, może się mylimy… Kiedyś na tych ulicach stały może ze dwa auta, dziś trzeba mieć niebywałe szczęście żeby tu zaparkować. Kiedyś na tych ulicach można było biegać beztrosko, było parę sklepików, cisza, spokój, a dziś dzielnica tętni życiem, ba, można nawet powiedzieć, że stała się mekką pewnej grupy ludzi, tak popularnej w dzisiejszych czasach. Ale wróćmy na ziemię, do naszego dzisiejszego wypadu. Byliśmy niby w centrum, dookoła pełno okien, wysoka zabudowa kamienic, a jednak można w takim miejscu stworzyć iście sielankowy nastrój, bo tak się czuliśmy całe popołudnie. Na pewno jest to zasługa gospodarzy, że stworzyli tak wspaniałe miejsce. Ciekawe jak to będzie wyglądać za paręnaście lat, kiedy drzewo na środku ogrodu sięgnie dachów kamienicy. Czy dzieci naszych dzieci będą się na nie wspinały?


