Czy to możliwe, że poprzedni wpis, gdzie chodziliśmy po zamarzniętym jeziorze robiony był dokładnie tydzień temu? Tak! Wiosna zawitała w naszych sercach, a my zdjęliśmy czapki z głów. Wprawdzie nie jest jeszcze całkiem zielono, a odkryte po zimie trawniki pozostawiają wiele do życzenia.. to jednak powiew ciepła i towarzystwo kwaczących kaczek sprawiły że przechadzka była niezwykle udana. Cieszyła tym bardziej, bo o mały włos nie doszłaby do skutku przez domowe obowiązki. Dzisiejszy spacer był w naprawdę ekspresowym tempie. Powód? Bardzo ważny. Jeden ze Skrzelaków miał do zdmuchnięcia kilka świeczek na swoim urodzinowym torcie.

