Nareszcie długo wyczekiwany urlop. Tym razem wybraliśmy Bieszczady. Ponownie. Cztery lata temu byliśmy tam pierwszy raz w życiu i od razu zakochaliśmy się w tych krajobrazach. Jadąc drugi raz, prócz wypoczynku, radości wspinaczek i cieszenia się po prostu byciem tam, chcieliśmy też zobaczyć te góry jesienią. Nie zawiedliśmy się. Widoki złoto-zielonych połaci lasów rozciągających się pod nami były przepiękne. Pogoda nam dopisała, także mogliśmy naprawdę odpocząć od miejskiego życia w domu, gdzieś na górskim szlaku. Nie licząc może jednego dnia, kiedy mgła i deszcz z wiatrem powitały nas na szczycie. Jednak smak zdobytego szczytu mimo takiej pogody pozostał bezcenny. Szczególnie dla młodego Skrzelaka. Kto jeszcze nie był w Bieszczadach, ten musi zobaczyć je na własne oczy. Gwarantujemy, że zakocha się tak jak my.




Piękne miejsce!